Czwartek, 16.08.2018, 12:44
   ARMIA  ŻYCIA         АРМИЯ  ЖИЗНИ         LIFE  ARMY
Główna | Rejestracja | Wejdź
«  Grudzień 2014  »
PnWtŚrCzwPtSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031
Главная » 2014 » Grudzień » 9 » Ile z pszczoły jest w człowieku, czyli dlaczego religia i polityka dzielą ludzi
Ile z pszczoły jest w człowieku, czyli dlaczego religia i polityka dzielą ludzi
00:49

http://wyborcza.pl/1,75476,16920843,Ile_z_pszczoly_jest_w_czlowieku__czyli_dlaczego_religia.html 
Tomasz Ulanowski
06.11.2014 01:00

 Jesteśmy w 90 proc. szympansami, a w 10 proc. pszczołami - twierdzi Jonathan Haidt, psycholog moralności i autor książki "Prawy umysł". A nasza umiejętność "rojenia się" opiera się na sześciu fundamentach moralnych.
Artykuł otwarty
Zaczęło się od tego, że sąsiadki ścięły dwa piękne modrzewie stojące pod naszym płotem. Tak po prostu. Rosły sobie ze 30 lat, a potem w jednej chwili ich nie było.

Dla nas (przeprowadziliśmy się na wieś z miasta) było to po prostu barbarzyństwo. Ścięcie tych drzew to czyn głęboko niemoralny. Dla sąsiadek... No cóż, pewnie potrzebowały drewna na zimę. Mówiły, co prawda, że modrzewie były już stare i mogły spaść na czyjś dom, ale wyglądało to na zwykłą wymówkę.
Uwielbiamy, jak to nazywa autor
Uwielbiamy, jak to nazywa autor "Prawego umysłu", się roić. Widać to nie tylko podczas wspólnych modłów, ale też innych plemiennych rytuałów - wydarzeń sportowych czy zbiorowych tańców. (MICHAŁ ŁEPECKI) 

Z łatwością wyobrażałem sobie, jak ta sprawa przekształca się w regularny sąsiedzki konflikt. Zastanawiałem się, jak go uniknąć.

Słoń i jeździec

Co nas wyróżnia w świecie zwierząt? Rozum i moralność - twierdzi Jonathan Haidt, psycholog moralności z Uniwersytetu Virginia w USA i autor fascynującej książki "Prawy umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka?".

Moralność, pisze Haidt, to nie wyidealizowany zestaw jakichś abstrakcyjnych cech, ku któremu ludzkość miałaby dążyć, jak chciał Platon, ale rzeczywistość. To nie kulturowa nakładka na brutalną biologię, ale w dużej mierze część naszej biologii, nowsza ewolucyjnie warstwa naklejona na zwierzęcą samolubność.

Neurobiologicznie, ewolucyjnie, a ostatnio (w historii naszego gatunku) także kulturowo, moralność ma być skierowana na współpracę, tworzenie, utrzymanie i wzmocnienie grupy. Także po to jest... religia.

Co więcej, moralność była pierwsza. Dopiero po niej pojawił się rozum, który jest ściśle związany z wykształceniem się mowy. Dlatego moralność to świat intuicji i emocji, fundament naszego człowieczeństwa, który błyskawicznie i podświadomie pozwala nam ocenić innych ludzi, relacje między nimi i to, co robią. Dopiero kiedy dokonamy oceny, włącza się rozum, który nam ją ładnie racjonalizuje.

Haidt porównuje ten związek rozumu z moralnością do jeźdźca na słoniu. Jeździec to racjonalne myślenie, a słoń to intuicja. Jeźdźcowi się wydaje, że kieruje słoniem, ale tak naprawdę zatwierdza tylko jego wybory. Często przy tym sam się oszukuje, bo ludzie wierzą prawie we wszystko, co pasuje do ich poglądów.

1 proc. psychopatów

Nie ma co tak nad tym rozpaczać, w końcu to emocje czynią nas ludźmi. Bez nich bylibyśmy biologicznymi komputerami, które dzięki logicznym kalkulacjom decydowałyby o tym, co dobre, a co złe. Takimi chcieliby nas widzieć starzy filozofowie, którzy według Haidta byli dość autystyczni - mieli ogromną potrzebę systematyzowania rzeczywistości, ale byli w dużym stopniu pozbawieni empatii.

Albo jeszcze gorzej - bylibyśmy psychopatami. Jest nimi aż jedna setna mężczyzn (kobiety rzadziej). Logicznie rozumują, ale nie czują empatii i przez to nie są moralni. W przeciwieństwie do kilkumiesięcznych dzieci (a przynajmniej 99 proc. z nich), które nie potrafią racjonalnie myśleć, a już są wrażliwe na cudzą krzywdę. Potwierdzają to bardzo ciekawe eksperymenty przeprowadzane przez psychologów.

Wyobraźmy sobie teraz, że społeczeństwo składałoby się w 100 proc. z psychopatów. Takie społeczeństwo nie byłoby... społeczeństwem. Bo choć uwielbiamy oszukiwać, kiedy nikt nie widzi (i racjonalnie się usprawiedliwiamy), i ważniejsza od prawdy jest dla nas reputacja, to zniesiemy wiele, żeby tylko zachować zwartość grupy.

O szczurach i ludziach

Haidt zdał sobie z tego sprawę, kiedy pojechał na trzymiesięczne stypendium do Indii. Zrozumiał, że do tej pory żył w niewielkim bąblu indywidualistycznego społeczeństwa - zachodniego, wykształconego, uprzemysłowionego, zamożnego i demokratycznego - w którym świat postrzega się jako pełen odrębnych ludzi, a nie relacji pomiędzy nimi.

W Indiach odsunął się od tej etyki autonomii i przesunął w stronę etyk wspólnoty i boskości. Jak pisze, ta przemiana dokonała się w nim automatycznie. W pewnym momencie zorientował się, że czuje (a nie rozumie) różne moralne niuanse społeczności, w której żył. Bardzo uderzyło go to podczas podróży powrotnej do USA. Jak pisze: "Kiedy wsiadałem do samolotu, (...), usłyszałem donośny głos z charakterystycznym amerykańskim akcentem: "Proszę mu powiedzieć, że to jest schowek nad MOIM fotelem, więc mam PRAWO go używać". Wzdrygnąłem się z zażenowaniem".

W Polsce wystarczy przenieść się na wieś, żeby szybko zacząć przyswajać etyki wspólnoty i boskości. W niedzielę nie grzebiemy w ziemi, nie kopiemy w ogródku, nie pracujemy. Mogłoby to urazić naszych sąsiadów, dla których niedziela jest dniem świętego odpoczynku i religijnych rytuałów. A my, zniżając się do ziemi i brudząc sobie ręce, zbrukalibyśmy to święto (we wszystkich kulturach czystość i boskość kojarzy się z tym, co na górze, a nieczystość z tym, co na dole).

Sam odrzucam etykę boskości. Ale dla tych, dla których jest ona ważna, jest zapewne tym, co odróżnia ludzi od zwierząt. To dzięki niej człowiek potrafi odrzucić prymat przyjemności - nie być jak te szczury, które w pewnym eksperymencie biologicznym tak bardzo chciały odczuwać przyjemność (naciskały na dźwigienkę i drażniły prądem ośrodek przyjemności w swoich mózgach), że zapominały o jedzeniu w miseczce obok i w końcu umarły z głodu.

Jak wygrać wybory

Haidt wyróżnia jednak więcej fundamentów moralnych niż tylko trzy (autonomia, wspólnota i boskość). Jego zdaniem to, na ile są one dla nas ważne, zależy od tego, jak postrzegamy świat. Czy konserwatywnie, prawicowo i chcemy zachować istniejący stan rzeczy? Czy postępowo i lewicowo? A może libertarianistycznie? Co ciekawe, nawet w połowie może to być uwarunkowane genetycznie - konserwatyści są bardziej wrażliwi na zagrożenia, lęk i wstręt, a postępowcy są otwarci na nowe doświadczenia.

Jeśli jesteśmy postępowi, to najważniejsze są dla nas troska (o słabszych) i sprawiedliwość. Jeśli zaś jesteśmy libertarianami, to ponad wszystko wychwalamy wolność. Natomiast dla osób konserwatywnych, których w każdym społeczeństwie jest najwięcej, równie ważne są wszystkie fundamenty moralne. Haidt wylicza ich sześć - to troska, sprawiedliwość, lojalność, autorytet, świętość i wolność.

Każdy z tych fundamentów jest trochę inaczej postrzegany przez konserwatystów, postępowców i libertarian. Na przykład prawica broni czystości ciała i świętości małżeństwa, a lewica oczyszcza się z toksyn i walczy o środowisko. Prawica uważa, że sprawiedliwość jest proporcjonalna (każdy zbiera to, co zasiał), a lewica - że równa.

Tak czy inaczej, jak pisze Haidt, partie polityczne, które odwołują się do wszystkich sześciu fundamentów moralności (a więc do naszego słonia-intuicji, a nie jeźdźca-rozumu), zwyciężają w wyborach.

Religia łączy ludzi

Gdyby nie te fundamenty, bylibyśmy egoistyczni jak szympansy. A tak, twierdzi Jonathan Haidt, jesteśmy w 90 proc. szympansami, a w 10 proc. pszczołami. Ważne są dla nas dwa poziomy istnienia - zarówno jednostkowy, jak i grupowy.

Uwielbiamy, jak to nazywa autor "Prawego umysłu", się roić. Widać to nie tylko podczas wspólnych modłów, ale też innych plemiennych rytuałów - wydarzeń sportowych czy zbiorowych tańców. Jednostki doświadczają wtedy uniesienia, stają się częścią superorganizmu (uwaga, takimi superogranizmami są też korporacje), roju, w którym dzielą ze sobą intencje.

Nie cierpię tłumu i jestem ostrożny wobec wszelkich przejawów grupolubności, ale według Haidta to dzięki niej - mimo okropności, do jakich nas popycha - ludzka cywilizacja rozkwitła w ciągu ledwie kilku tysięcy lat. W pojedynkę człowiek ciągle błąkałby się po pradawnych puszczach i stepach. Dzisiaj kraj rojów to kraj szczęśliwych, zadowolonych ludzi. W kraju odrębnych jednostek ludzie byliby spragnieni sensu i znaczenia.

Potrzebujemy przynależności. W jej osiągnięciu pomaga m.in. religia. Nasi przodkowie stworzyli ją nie po to, żeby wyjaśniać świat, ale po to, by spajać wspólnotę. Świętość łączy ludzi. A "społeczeństwa ateistyczne są najmniej skuteczne w przekształcaniu zasobów w potomstwo".

No dobrze, ale jak to wszystko ma się do mojego problemu? Co zrobić, żeby ścięcie drzew nie przerodziło się w sąsiedzki konflikt na śmierć i życie? Rozmawiać, nie budować mury. Ale nie tłumaczyć. Bo, jak twierdzi Haidt, to tak jakby ogon (rozum) miał machać psem (intuicją). "Nie sposób nakłonić człowieka do zmiany zdania przez podważenie wszystkich jego argumentów" - pisze autor "Prawego umysłu". Trzeba przyjąć cudzy punkt widzenia i odwołać się do emocji.

Często lekceważona i nieuznawana za prawdziwą naukę, w ostatnich dekadach psychologia zaczęła wyjaśniać ludzką naturę, czerpiąc z badań biologów, neurobiologów i ewolucjonistów. Chciałoby się więcej takich książek. I żeby o ludzkiej naturze uczono w szkole.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75400,16920843,Ile_z_pszczoly_jest_w_czlowieku__czyli_dlaczego_religia.html#ixzz3LLSlnnoK

Просмотров: 227 | Добавил: lesnej | Рейтинг: 0.0/0 |
Всего комментариев: 0
Imię *:
Email *:
Kod *:

Меню сайта
Наш опрос
Оцените мой сайт
Suma odpowiedzi: 14
Статистика

Ogółem online: 1
Gości: 1
Użytkowników: 0
Форма входа
Поиск
Архив записей
Przyjaciele witryny
  • АРМИЯ ЖИЗНИ (ROS)
  • Сообщество uCoz
  • FAQ по системе
  • Инструкции для uCoz
  • Copyright MyCorp © 2018
    Stwórz bezpłatną stronę www za pomocą uCoz