Środa, 15.08.2018, 23:09
   ARMIA  ŻYCIA         АРМИЯ  ЖИЗНИ         LIFE  ARMY
Główna | Rejestracja | Wejdź
«  Lipiec 2015  »
PnWtŚrCzwPtSobNie
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031
Главная » 2015 » Lipiec » 21 » Kryzys demograficzny w Chinach. Co dalej z największą fabryką świata?
Kryzys demograficzny w Chinach. Co dalej z największą fabryką świata?
17:17
http://www.forbes.pl/kryzys-demograficzny-w-chinach-skutki-polityki-jednego-dziecka,artykuly,197297,1,1.html
20.07.2015 16:33 , ostatnia aktualizacja 21.07.2015 15:03
Leszek Ślazyk Komentator
Jak to się dzieje, że w kraju liczącym niemal 1,4 mld ludzi może zabraknąć rąk do pracy? Demografia chińska pokazuje, że ręczne sterowanie naturalnymi procesami przynosi w dłuższej perspektywie opłakane skutki gospodarcze
Siłą Chińskiej Republiki Ludowej, zdaniem wielu obserwatorów, ma być jego scentralizowana władza, działająca w warunkach pozbawionych wszystkich wad demokracji, z zależnością od łaskawości wybierającego władzę narodu na czele.
Fakt, władza w Chinach nie musi się troszczyć o to, czy konkurencja nie obieca więcej od niej samej. Nie ma na głowie wyborów co 4 lub co 5 lat, nie musi się obawiać, że jakiś popełniony błąd będzie wałkowany przez wszystkie media do znudzenia. Jeśli władza w Pekinie chce mieć 7 proc. wzrostu PKB, to go ma. Jeśli chce, aby rodziło się mniej dzieci, to dzietność w państwie spada. Skuteczność imponująca. Demografia chińska jednak pokazuje, że ręczne sterowanie naturalnymi procesami przynosi w dłuższej perspektywie skutki opłakane.
Jak rosła liczba Chińczyków
Kiedy Chińczycy Ludowi policzyli siebie w 1953 roku, po 4 latach istnienia ChRL okazało się, że było ich 582 miliony 603 tysiące. 11 lat później, podczas drugiego narodowego spisu ludności liczba mieszkańców Chin przekroczyła 723 miliony. Kolejnego spisu ludności dokonano dopiero w 1982 roku. Okazało się, zgodnie z podejrzeniami chińskich demografów, że liczba mieszkańców Chin przekroczyła 1 miliard. Określono, że pomimo dziesiątków milionów ofiar Wielkiego Głodu z lat 1958-1962 i Rewolucji Kulturalnej w latach 1966-1976 oraz licznych katastrof naturalnych, które nawiedziły Chiny pomiędzy rokiem 1965 a 1982, w Chinach Ludowych mieszkało 1 miliard 31 milionów 900 tysięcy Chińczyków.

Władze w Pekinie mogły pogratulować sobie celności przewidywań. Pomimo braku oficjalnych danych dotyczących procesów demograficznych (wyniki spisu z 1964 roku zostały utajnione aż do początku lat 80. XX wieku) naukowcy zajmujący się problematyką ludnościową w ChRL domniemali, że Państwo Środka jest miejscem wieloletniego boomu demograficznego. Szczególnie po okresie Wielkiego Głodu, podczas którego Chiny przeżywały czas ujemnego przyrostu naturalnego (umierało więcej osób niż się rodziło), wyrywkowe statystyki wykazywały gwałtowny wzrost liczby mieszkańców regionów wiejskich, gdzie mieszkała zdecydowana większość Chińczyków.
Czytaj również: "Ciemne strony chińskiego sukcesu"
Dla Mao były to dobre informacje. Powstawało zaplecze dla ewentualnej realizacji jego autorskiej koncepcji rozgrywania konfliktów zbrojnych za pomocą „ludzkich fal”. Tym członkom chińskich władz, którzy funkcjonowali bliżej realnych problemów państwa, informacje, nawet niepełne, mówiące o niepohamowanym przyroście ludności, spędzały sen z powiek. Chińska Republika Ludowa, pomimo wielu pozytywnych zmian w obszarze gospodarki żywnościowej poczynionych w latach 60. XX wieku, borykała się z problemem wyżywienia swoich obywateli. Nawet w zakresie obiecanego przez Mao minimum.

W połowie lat 70. XX wieku zaczęto więc dyskutować w kręgach najwyższych władz ChRL o realnych sposobach zahamowania dynamiki przyrostu liczby ludności. Ostatecznie, już po śmierci Mao i upadku Bandy Czworga, uruchomiono w 1978 roku program znany powszechnie jako „polityka jedna rodzina – jedno dziecko”. Zgodnie z modelem matematycznym (sic!) opracowanym przez Song Jiana problem nadmiernego przyrostu naturalnego w Chinach miał zostać definitywnie rozwiązany do roku 2020, aby pozwolić w 2080 roku osiągnąć dla ChRL optymalną według władz liczbę obywateli: 700 milionów. Władza postanowiła i plan się ziścił. Wyniki narodowych spisów ludności dokonywane już regularnie od 1990 roku wskazują wyraźnie, że dynamika przyrostu naturalnego spada zgodnie z założeniami.

Fatalne skutki kontroli narodzin
I kiedy wydawać by się mogło, ze obserwujemy kolejny sukces chińskiego modelu zarządzania państwem, zaczęły ujawniać się skutki uboczne radykalnej chińskiej polityki demograficznej.
Pierwszym niepokojącym symptomem obserwowanym z prawdziwym zdziwieniem w Chinach, jak również na świecie, stał się problem braku rąk do pracy odczuwany z początkiem XXI wieku w najlepiej rozwiniętych chińskich prowincjach. Jak to? Brak rąk do pracy w najludniejszym państwie świata? A tak to.
Model matematyczny Song Jiana zakładał wyłącznie skalę redukcji narodzin Chińczyków, ale nie uwzględniał nawet hipotetycznie, co ta redukcja za sobą nieść może. A przyniosła między innymi zaburzenie pomiędzy liczbą osób, które opuszczają rynek pracy, a tymi, które na rynek pracy wchodzą. Każda rodzina wszak mogła mieć tylko jedno dziecko. Jedna para mogła wprowadzić na rynek pracy tylko jednego przyszłego jego aktywnego uczestnika.
Model matematyczny Song Jiana nie uwzględnił chińskiej specyfiki, chińskiej tradycji. Rodziny chińskie zawsze były wielodzietne, a rodziny te tradycyjnie funkcjonowały w modelu patriarchalnym. Mężczyźni stanowili tą „lepszą” część rodziny. To w ich rękach znajdowała się władza nad rodziną i klanem, to oni byli dziedzicami mniejszych, czy większych majątków, to w nich wreszcie, zgodnie z chińskimi wierzeniami, żyły duchy przodków. Największym grzechem Chińczyka wobec swoich rodziców, dziadów i pradziadów było nieprzedłużenie linii rodowej, niespłodzenie syna, dziedzica. W synach żyli przodkowie i w nich pokładano nadzieję na przedłużenie życia całych rodów.

Kiedy więc państwo zdecydowało, że jedna rodzina może posiadać wyłącznie jedno dziecko, to dzieckiem tym musiał być syn. Nie da się opisać w jednym zdaniu, jakie ta decyzja administracyjna spowodowała zmiany w ludzkiej mentalności. Aborcje żeńskich płodów osiągnęły w Chinach tak wielką skalę, że badania prenatalne USG mające wykazać płeć dziecka stały się w Chinach przestępstwem. Małych chłopców w Chinach się porywa lub kupuje od biednych rodzin.
Dziewczynki wciąż są w niełasce, pomimo to, że już wiadomo, że kilka milionów młodych Chińczyków nie ma szans na znalezienie w swoim kraju partnerki w swoim wieku, nie ma szans na znalezienie żony. Dziewczyny mogą wybrzydzać i wybierać najbardziej interesujące je opcje. Jedyną, i póki co słabą dla nich konkurencją, są kobiety nielegalnie sprowadzane z Wietnamu, Laosu i Kambodży przez specjalizujące się w procederze handlu ludźmi chińskie gangi.
Paradoks "małych cesarzy"
Model inżyniera balistyka Songa nie zakładał również wpływu rozwoju chińskiej ekonomii na procesy demograficzne. Chiński cud gospodarczy, paradoksalnie, sprawy bowiem skomplikował. Jedyne dziecko w rodzinie zmonopolizowało uwagę dziadków i rodziców, którzy sami żyli wśród mnogiego rodzeństwa i kuzynostwa.
Pojawiło się w Chinach zjawisko „małych cesarzy”: dzieci rozpieszczonych ponad wszelką miarę, przekarmionych, odsuniętych od spraw codziennych, oddalonych od problemów do samodzielnego rozwiązania, pozbawionych jakichkolwiek obowiązków, poza być może edukacją. Dzieci te czy chcą, czy nie chcą, czy mają ku temu predyspozycje, czy nie, kończą studia, żeby uzyskać jak najlepsza pracę w jak największym mieście. Nie po to dziadkowie i rodzice urabiali sobie w fabrykach ręce po łokcie, żeby ich oczko w głowie podzieliło ich los.

Zamiast wykwalifikowanych robotników, techników, mamy więc w Chinach hordy potencjalnych dyrektorów od marketingu, dla których nie ma pracy, a którzy w fabryce pracować nie będą. Nie będą też przyjmowali od nikogo poleceń. Na „małych cesarzy” zwrócili uwagę również oficerowie chińskiej armii odpowiedzialni za edukację kadry oficerskiej. Według ich oceny dzieci z rodzin „jedna rodzina – jedno dziecko” potrzebują aż dwóch lat szkolenia, aby przyswoić sobie takie podstawowe elementy wojskowej dyscypliny jak wstawanie o określonej porze na komendę. Przydatność tych żołnierzy w realnych warunkach bojowych uznawana jest powszechnie wśród chińskich szkoleniowców za co najmniej wątpliwą.
Mało rąk do pracy, dużo emerytów
W ChRL, gdzie społeczeństwo zaczęło znacznie poprawiać swój status ekonomiczny, wiele rodzin pragnęło mieć więcej dzieci niż jedno. Było ich zwyczajnie stać na więcej dzieci. Tymczasem przepisy dotyczące planowania rodziny w Chinach nie uległy żadnej zmianie. Za naruszenie prawa groziły nie tylko kary finansowe, ale również kary więzienia. Okres euforii minął.
Pekin postanowił w zeszłym roku złagodzić nieco założenia swojej polityki demograficznej. Wszystko wskazuje jednak na to, że uczynił to o dekadę za późno. W większości badanych ośrodków miejskich w ChRL stwierdzono niepokojąca tendencję: coraz więcej par nie tylko nie chce mieć drugiego dziecka. One nie chcą mieć nawet tego pierwszego. Dlaczego? Po pierwsze dziecko to obowiązki, zatem komplikowanie sobie dotychczasowego życia. Po drugie dziecko to wydatki. Na żywność (z importu, bo lokalna może być niebezpieczna), ubrania (z importu, żeby było widać, że rodzinie się powodzi), zabawki, akcesoria, edukację, zajęcia dodatkowe (języki, pianino, balet, sporty, wszystko w czym dziecko może być na tyle dobre, żeby w przyszłości zarabiać ciężkie pieniądze).

W rezultacie, dzieci będzie prawdopodobnie rodzić się coraz mniej. Jaki zatem będzie długoterminowy efekt polityki jedna rodzina – jedno dziecko? Przewiduje się, że w roku 2050 mieszkać będzie w Chinach ponad 350 milionów osób w wieku poprodukcyjnym, czyli po 65 roku życia. To liczba większa niż prognozowana suma emerytów mieszkających w tym samym roku w USA, Japonii i Europie. Razem wziętych.
Rosnąca liczba emerytów przy malejącej ilości osób czynnych zawodowo to wyzwanie dla systemów socjalnych wszystkich krajów rozwiniętych. Dla Chin pozbawionych takiego systemu to problem, którego rozwiązania, póki co, nie ma. Nawet pomimo możliwości ręcznego sterowania wszystkimi i wszystkim. I pomimo środków, z których dzisiejsze Chiny Ludowe słyną. Bo nie chodzi tylko o emerytury, ale również o opiekę medyczną, opiekę nad starszymi i samotnymi, itd., itp.
Próbą znalezienia rozwiązania tego ostatniego problemu jest być może finansowany przez koncern Alibaba projekt budowy robota Pepper. Ta maszyna ma za zadanie odczytywać emocje z ludzkich twarzy. Dzisiaj to zabawka, ale kto wie? Może za kilkanaście lat dzięki technologiom rozwijanym we własnym zakresie, kupowanym zagranicą, lub stamtąd „pożyczanym” dzisiejszy Pepper zmieni się w maszynę podobną do tych znanych z filmu „I, Robot”? A wtedy to co dzisiaj jest potencjalną słabością, może stać się kolejnym kołem zamachowym chińskiej gospodarki.
Просмотров: 1655 | Добавил: lesnej | Рейтинг: 0.0/0 |
Всего комментариев: 0
Imię *:
Email *:
Kod *:

Меню сайта
Наш опрос
Оцените мой сайт
Suma odpowiedzi: 14
Статистика

Ogółem online: 1
Gości: 1
Użytkowników: 0
Форма входа
Поиск
Архив записей
Przyjaciele witryny
  • АРМИЯ ЖИЗНИ (ROS)
  • Сообщество uCoz
  • FAQ по системе
  • Инструкции для uCoz
  • Copyright MyCorp © 2018
    Stwórz bezpłatną stronę www za pomocą uCoz